|
Aktualności - Machine Head na Przystanku Woodstock!
18-01-2012 13:58
Z przykrością informujemy, że na Przystanku Woodstock 2012 nie zagra zespół Anthrax. Poniżej zamieszczamy oficjalne oświadczenie zespołu:
I tak to się zaczyna… 18 piosenek a capella śpiewanych przez gitarzystę i głównego wokalistę Robba Flynna. Zapadająca w pamięć, posępna melodia, teksty w całości po łacinie. Jakie słowa wyśpiewuje? Sangre Sani (Krwawy Święty), Bellator Inferni (Wojownik Ognia), Caede (Morderstwo), Edemarde (Samobójstwo). Wyszeptywane słowo „śmierć” kończy cześć pierwszą trzyczęściowej sonaty w Cis-dur zatytułowanej I Am Hell (Jestem piekłem). Narracja sama w sobie przyprawia o gęsią skórkę: oto rozgrywająca się w trzech częściach historia podpalaczki. To główny wokalista Phil „szatkownica” Demmel zasugerował Flynnowi, by podpalaczkę uczynił tematem. Przygotowując się do pracy, Flynn dowiedział się, że „podpalaczki to z punktu widzenia psychologii prawdziwe monstra, ponieważ o ile mężczyźni dokonują strasznych czynów ze złości lub w celu przejęcia kontroli lub wyrażenia swojej dominacji, o tyle u kobiet takie niezrozumiałe zachowanie tłumaczyć można tylko… miłością”. Gdy cichną ostatnie dźwięki dwóch gitar klasycznych i wiolonczeli, które składają się na ten ponad ośmiominutowy pierwszy utwór z płyty, jedno staje się jasne: Machine Head starają się wyznaczać własną ścieżkę i maszerują naprzód, nie przykładając wagi do wyborów poczynionych przez inne zespoły ten sam gatunek muzyczny. Ich siódmy album Unto The Locust poderwał zarówno rzesze fanów jak i rzesze krytyków z całego świata. Wszycy oni chcą doświadczyć rewolucyjnej dźwiękowej destrukcji, której zespół planuje dokonać. Główny wokalista i gitarzysta Robb Flynn, tłumaczy, że album ten jest naturalną kontynuacją wydanego w 2007 roku The Blackening, podkreślając jednocześnie, że celem muzyków nie było napisanie The Blackening II. Brzmi to całkiem rozsądnie, ale biorąc pod uwagę świetne recenzje, które wspomniany album zebrał – wielu krytyków nazwało o metalowym albumem roku, a niektórzy nie zawahali się nawet określić go mianem albumu dekady, a riff riffem dekady – po co było zmieniać coś, co się sprawdziło? „Chcieliśmy podjąć wyzwanie. Wciąż nas pytano, jak chcemy pobić The Blackening”, mówi Flynn o poprzedniku Unto The Locust, który był nawet nominowany do nagrody Grammy. „Zacząłem pisać na gitarę klasyczną i gdy coś już miałem, zawołałem Dave’a [Dave’a McClaina, perkusistę] i pocisnęliśmy razem. This Is The End to jedna z najbardziej technicznie brutalnych i szybkich piosenek, które do tej pory stworzyliśmy. Wielkie wyzwanie stanowiło dla nas to, że na początku nie byliśmy nawet w stanie tego zagrać. To postawiło poprzeczkę naprawdę wysoko”. Jednak mimo wielu wprowadzonych zmian pewne rzeczy w albumie Unto The Locust pozostały po staremu. Flynn żartuje, mówiąc: „Wychodzi na to, że wciąż nie możemy napisać piosenki krótszej niż to cholerne sześć minut”.
Jak to bywa z zespołami, które mają za sobą prawie dwadzieścia grania, Machine Head miało swoje wzloty i upadki, jednak początek nowego millenium dowiódł, że teraz bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zespół jest po prostu ponad konkurencją. Pod względem swojego dorobku muzycznego, nie mają się przed kim kłaniać. Choć żaden kawałek z wydanego w 2003 Through The Ashes Of Empires ani z wydanego z 2007 roku The Blackening nie był singlem radiowym, muzycy zespołu stworzyli dla siebie samych i dla wszystkich innych wyzwanie, pisząc piosenki, które burzą wszelkie granice. Skutkiem tego podejścia było stworzenie najbardziej złożonego i technicznie dopracowanego materiału w ich historii. Trzyczęściowe gitarowe i basowe harmonie, wyzywające partie solowe i meandry dzikiego thrashu umieszczono obok trzyczęściowych harmonii wokalowych, które w końcu zderzają się z druzgocącym, neandertalskim riffem. Machine Head stworzyło przepis na nowoczesny metalowy majstersztyk… choć nie wszyscy tak uważają. Podobnie jak kiedyś, w 1994 roku, ich teledysk Davidian został zakazany przez MTV, w roku 2007 teksty Machine Head stały się przedmiotem kontrowersji, której skutki był znacznie bardziej dalekosiężne, bowiem pewne konserwatywne środowiska w Stanach Zjednoczonych chciały wręcz zakazać gry zespołu w niektórych miejscach, twierdząc, że jego fani są „agresywni” i że stanowią „element” oraz że jego teksty „podburzają”. Wzięło się to pewnie z silnego sprzeciwu tych tekstów wobec wojny oraz z ciemnego, czasem depresyjnego klimatu, który oddawany jest na każdej kolejnej płycie. Okazało się jednak, że tych tekstów i piosenek nie da się zatrzymać; że byli ludzie, którzy protestowali i w ostatniej chwili znajdowali nowe możliwości, tak by uparci fani zespołu i tak mogli go zobaczyć; że na całym świecie pojawiły się głosy poparcia dla zespołu, które przyszło zarówno od kolegów z kręgu metalu (Metallica) jak i ze świata pozametalowego (jury Grammy). Jasno i jednogłośnie mówiono, że Machine Head to zwiastun całkiem nowej ery. Dziś, czekając na wydanie Unto The Locust, czyli zdecydowanie najbardziej śmiałego i złożonego albumu w dotychczasowej historii Machine Heade, wierzymy, że będzie to album napisany przez prawdziwych fanów muzyki dla prawdziwych fanów muzyki. Nie album mieszczący się w popowym mainstreamie lub internetowy hit w stylu „dziś o nim głośno, jutro wszyscy zapomną”, których w dzisiejszym zagmatwanym świecie jest tak wiele. To będzie album dla ludzi, którzy wiedzą, że muzyka może ich ocalić lub dla tych, których być może już ocaliła. Tak jak głośny krzyk lidera zespołu Robba Flynna podczas zapadającego w pamięć kawałka Darkness Within: „Módl się do muzyki, zbuduj kaplicę, oddawaj jej cześć w tych potwornych czasach, napełnij swoje serce każdą nutą, umiłuj ją i wypuść na morze, bo Bóg jest w niej kluczem i dźwiękiem, zbawienie znajduje się zamemu, daj się przeniknąć jej melodii, a muzyka Cię wybawi… pozwól jej Cię wybawić”. To dla takich ludzi jest ten album.
|